Podczas każdej z dłuższych podróży plany zazwyczaj zmieniają się wiele razy, jednak nawet w naszych głowach nigdy nie zakiełkowała myśl, że kiedykolwiek moglibyśmy zamieszkać w Wietnamie. Chcieliśmy nawet kupić wizę turystyczną na jeden miesiąc, jednak zdecydowaliśmy się na trzy. Co się właściwie wydarzyło?

Tłumacząc wszystko od początku: mieliśmy zostać na wolontariacie w Haiphong, gdzie przez miesiąc uczylibyśmy angielskiego. Samo nauczanie było w porządku, jednak zapewnione warunki i nasi gospodarze skłonili nas do zastanowienia się, czy rzeczywiście chcemy tam tyle siedzieć. Odpowiedź brzmiała – nie. Co dalej? Fundusze kończyły się, więc pewnie w okolicy początku kwietnia wrócilibyśmy do domu. Nie zrozumcie nas źle, byłoby fajnie zobaczyć się z rodziną i znajomymi, ale pewnie pozostałby niedosyt, że byliśmy w tej części świata a nie było nas stać na zobaczenie tego co chcemy. Zakiełkowała w naszych głowach genialna myśl- znajdziemy pracę! Znajomość wietnamskiego jest nadal na zerowym poziomie, więc naszą jedyną szansą była praca jako nauczyciele angielskiego. Po wielu mailach, kilku rozmowach z centrami językowymi w końcu się udało dostać kontrakt i najgorszy możliwy młodzieńczy scenariusz (Ja nauczycielem? Nigdy!) stał się rzeczywistością – zostajemy więc w Haiphong do połowy maja, czyli do końca roku szkolnego. 

Jak wygląda nasze życie i praca tutaj?

Na początku musieliśmy znaleźć miejsce do mieszkania, co wcale nie jest takie proste. Jedyne oferty mieszkaniowe po angielsku to apartamenty w wieżowcach, które luksusowe są tylko w nazwie, a rzeczywistość jest daleka od ideału. Zdarza się, że za równowartość 1600 zł oferowane jest łóżko, palnik i łazienka. Zdzierają ostro, także ta opcja została skreślona przez nas na samym początku. Przez tydzień mieszkaliśmy w hotelu, mieszkania szukając dalej w czasie wolnym. W pewnym momencie chcieliśmy już tam nawet zamieszkać (koszt za miesiąc = 5 mln VND , czyli ok.1000 zł), jednak w hotelu nie ma kuchni, a same warunki możemy określić mianem przeciętnych. Szczęśliwie dla nas, odezwała się jedna osoba, która też szukała mieszkania i wspólnymi siłami udało się znaleźć dom. Typowo wietnamski. Domy są tu budowane wysokie i wąskie. Nasz ma trzy piętra, na każde z nich przypada jedno pomieszczenie. Po konkretnym sprzątaniu mogliśmy na spokojnie cieszyć się nowym miejscem.

A  właściwie co z tą pracą?

W Wietnamie istniejemy duże zapotrzebowanie na nauczycieli angielskiego. Jeśli ma się certyfikat TEFL, wtedy bardzo łatwo jest znaleźć zajęcie (nam udało się i bez tego). W centrach językowych przekrój zajęć jest dość zróżnicowany. Uczymy zarówno w prywatnych przedszkolach, w publicznych podstawówkach i szkołach średnich, mamy też zajęcia w szkole językowej z mniejszą ilością uczniów. W przedszkolach nauka polegana na zabawie. Jest dużo piosenek i gier, co czasami bywa męczące. Uczniowie uczą się przeważnie do 10 słówek na lekcję, korzystając z pomocy obrazków. Klasy w szkołach są liczne – mniej więcej około 40 osób, czasem zdarza się więcej w niektórych podstawówkach. Dzieciaki są strasznie głośne, podczas zajęć czasem nie słyszymy swoich myśli. Tu z pomocą wkraczają wietnamscy asystenci, którzy teoretycznie powinni tłumaczyć nasze polecenia dzieciom, a praktycznie niektórzy z nich nawet nie znają komunikatywnego angielskiego. Poziom nauczania jest o wiele niższy niż w polskich szkołach. Tutaj jest to normalne, że w liceum uczymy części ciała czy wyposażenia domów (czyli najbardziej podstawowych rzeczy), ale na usprawiedliwienie należy dodać, że dzieciaki w szkołach publicznych uczą się języka dopiero od kilku lat. Teraz pojawiła się moda podobna do europejskiej- coraz więcej dzieci zaczyna naukę we wczesnym wieku i po krótkim czasie całkiem sporo ogarniają. Z ciekawostek – w Wietnamie do szkoły chodzi się przez  6 dni w tygodniu, rekordziści potrafią spędzić w niej nawet ok. 50 h tygodniowo! Po szkole mają czasem zajęcia dodatkowe, także częstym widokiem są uczniowie śpiący na ławkach ze zmęczenia. Normalnie zajęcia odbywają od 7-17, z godzinną lub dwugodzinną przerwą na lunch. Obowiązuje to nawet pierwszoklasistów. Między niektórymi zajęciami nie ma przerw, uczniowie siedzą w klasach a zmieniają się tylko nauczyciele. Nie mają za dużo czasu, żeby pobawić się na szkolnym dziedzińcu, więc pewnie dlatego rozrabiaja na zajęciach. Uczą się głównie gramatyki, tylko po to by zdać testy końcowe. Nie potrafią często natomiast poprowadzić najprostszej konwersacji, ani przeczytać zdań z tablicy. Wszyscy uczniowie noszą identyczne mundurki wyglądające jak bluzy dresowe z logo szkoły.

Jedna ze szkół, w których pracujemy- wszystkie szkoły wyglądają jednakowo, są pomalowane na żółto ,a z klasy wychodzi się na dziedziniec. W oknach nie ma szyb, a zasłony.
Łazienka w szkołach, warunki dalekie od tych do których jesteśmy przyzwyczajeni

Jacy są uczniowie dla nas?
Często widzimy ich podekscytowanie z powodu posiadania ,,białego” nauczyciela. Jest to widoczne zarówno u młodszych jak i starszych. Nie żebyśmy byli mega piękni, ale normalne jest to że wchodzimy do klasy i pojawia się jęk radości. Na widok Grześka licealistki piszczą bez skrępowania, zachwycając się jego urodą xD Generalnie uczniowie są bardzo żywiołowi i ekspresyjni. Normalne jest to, że każdy próbuje nas dotknąć. Można się poczuć jak przybysze z innej planety. Gdy tłumaczy się zagadnienie pochylając się nad uczniami, a oni próbują dyskretnie (przynajmniej w ich mniemaniu) dotknąć włosów czy ręki, a potem cieszą się jak dzieci gdy im się uda. Zawsze też wypytują skąd jesteśmy i ile mamy lat. Wielu z nich kojarzy Polskę i sławnych Polaków , najczęściej Roberta Lewandowskiego, chociaż zdarzył się też uczeń, który wypytywał mnie, czy znam osobiście Kopernika. Dziwią się, jak można być w naszym wieku i nie mieć jeszcze dzieci i męża/żony. W Wietnamie ludzie biorą ślub jeszcze przed 20 stką.
Z kolejnych różnic kulturowych – w Wietnamie nauczyciele mogą bić uczniów, gdy oni się nie słuchają. My tego nie robimy, ale kilkukrotnie byliśmy świadkami sytuacji, gdzie uczniowie byli ciągani za uszy przez asystentów lub innych nauczycieli, bądź sadzani do kąta. Nauczyciele są bardzo poważani w społeczeństwie i wiele osób kształci się na studiach pedagogicznych.

Festiwal w liceum- najlepszy jaki widziałam, pełen profesjonalizm. Na końcu były nawet fajerwerki i morze konfetti
Grzesiek z jedną ze swoich klas

Podsumowując – podoba nam się praca tutaj i cieszymy się z możliwości poznania różnic kulturowych i być może przez tą naukę zwiększania szans i możliwości tych wszystkich dzieciaków. Obyśmy zostali jak najdłużej tak pełni entuzjazmu 🙂

Oczekiwaniem na asystenta- jesteśmy wożeni na motorach do pracy
Reklamy